Bojkotuj spis powszechny PDF Drukuj Email
sobota, 16 kwietnia 2011 18:26

Bojkot spisuNarodowy spis powszechny - społeczna potrzeba czy liczenie baranów? Nie bądź głupi nie daj się zakolczykować!

1 kwietnia ruszył narodowy spis powszechny. Jego celem jest …. dobre pytanie - chyba nikt oprócz autorów nie wie, po co państwo Nas liczy jak "kurczaki" lub "owce" w zagrodzie. Jak tłumaczą nam socjologowie, celem spisu powszechnego jest badanie społeczne, jakie wykonuje się na największej próbie badanych. Do wyboru mamy spis internetowy, a także tradycyjne liczenie przez rachmistrzów. Jest to pewien wybieg, dzięki któremu większość obywateli sama zechce się spisać za pośrednictwem serwisu www. Zachętą do tego ma być ilość pytań w spisie internetowym - kilkanaście i ponad czterdzieści zadanych przez rachmistrza. Właściwemu spisowi poddanych zostanie niespełna kilkanaście procent losowo wybranych obywateli. Czy można dokonać takiego badania bez ingerencji w życie obywateli? - wydaje się, że tak.

W ocenie GUS-u badanie takie dostarczy państwu informacji o migracjach zewnętrznych, migracjach wewnętrznych, przyroście naturalnym, a także dochodach badanych osób, informacji o obecności mniejszości narodowych oraz związanych z kwestiami socjalnymi. Po raz pierwszy rachmistrzowie będą starali się dotrzeć do imigrantów przebywających w Polsce, aby ująć ich w badaniu. Jeśli chodzi o nich, to ciężko mówić o reprezentatywności takiego badania, gdyż, jak można się spodziewać, zostanie ono przeprowadzone na osobach legalnie przebywających w naszym kraju. Trudno oszacować, ilu jest tych, których pobyt nie został zalegalizowany. Do nich rachmistrz, jak sądzę, nigdy nie dotrze, więc badanie socjologiczne wśród obcokrajowców to fikcja.Należy sobie zadać pytanie, dlaczego państwu zależy na tych danych tak bardzo, że stara się je pozyskać nawet pod groźbą kary grzywny, czy w przypadku podawania fałszywych danych - nawet pod groźbą kary pozbawienia wolności? Większość tych informacji możliwa byłaby do zdobycia bez tak znaczącej ingerencji w życie obywateli. Dlaczego "chcą Nas mierzyć, ważyć, liczyć jak "barany w zagrodzie"? Z pewnością nikt z twórców ustawy o spisie powszechnym nie zastanawiał się nad konstytucyjnością tej ustawy, czy nad tym, że ustawa może łamać pewne wolności i swobody obywatelskie. Obywatel w tym wszystkim stał się tylko obiektem eksperymentu i jego prawo do wolnego stanowienia nie jest ważne. Zastanowić powinno nas także, na jakiej podstawie rachmistrzom dano prawo wchodzenia do prywatnych domów niemal jak funkcjonariuszom służb mundurowych? Prawo to w przypadku rachmistrzów idzie nawet dalej, bo nie wymaga przedstawienia nakazu.
Inną kwestią jest to, kto nam zagwarantuje, że dane ze spisu powszechnego wykorzystane zostaną wyłącznie do celów statystycznych? Czy któryś z szefów agencji bezpieczeństwa nie wpadnie na wspaniały pomysł, że można by utworzyć kolejną centralną bazę danych, do której dostęp będą miały tajne służby państwowe? Dużo się słyszy o wycieku informacji z GUS-u, czy podobnie jak w przypadku nr PESEL inne dane obywateli nie wywędrują z GUS-u? W przypadku spisu dokonanego przez internet istnieje również poważne zagrożenie przechwycenia danych przez osoby niepowołane. Jak właściwie jest z zabezpieczeniem danych, które powierzamy Głównemu Urzędowi Statystycznemu?
Jeśli zdecydujesz się zbojkotować narodowy spis powszechny musisz wiedzieć, że na podstawie Art. 23 ustawy z dnia 4 marca 2010 r. o narodowym spisie powszechnym ludności i mieszkań w 2011 r. Kto: wbrew obowiązkowi określonemu w art. 9 ust. 1 odmawia udzielenia ścisłych, wyczerpujących i zgodnych z prawdą odpowiedzi na pytania dotyczące danych określonych w ustawie i załączniku do rozporządzenia nr 763/2008 - podlega karze grzywny. Nie wiadomo tylko, kto taka karę nakłada - policjant, sąd czy może urzędnik GUS-u? Możliwe jest, że zapis tej ustawy jest tak samo martwy jak np. nakaz dopełnienia obowiązku meldunkowego.

Zawsze jednak bezpieczniej unikać rachmistrza.